List świętego Franciszka do wszystkich wiernych cz. VI
Przeklęty jest naprawdę ten człowiek, który powierza i oddaje w takie ręce swoją duszę i ciało, i cały swój majątek. Dlatego Pan mówi przez proroka: Przeklęty człowiek, który pokłada nadzieję w człowieku (Jr 17, 5). I sprowadzają zaraz kapłana; kapłan mówi do niego: „Czy chcesz pokutować za wszystkie swoje grzechy?” Odpowiada: „Chcę”. „Czy chcesz zadośćuczynić za popełnione grzechy i według możności ze swego majątku naprawić krzywdy, jakie wyrządziłeś ludziom?” Odpowiada: „Nie”. A kapłan pyta: „Dlaczego nie?”, „Bo oddałem wszystko w ręce krewnych i przyjaciół”. I zaczyna tracić mowę, i tak umiera ten nieszczęśliwy. Lecz niech wiedzą wszyscy, że gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób umarłby człowiek w grzechu śmiertelnym bez zadośćuczynienia, i może zadośćuczynić, a nie zadośćuczynił, szatan porywa jego duszę z jego ciała z takim uciskiem i męką, o jakich nikt wiedzieć nie może, o ile tego nie doznał.
I wszystkie bogactwa i władza, i wiedza, o których sądził, że je posiada, zostaną mu odjęte (por. Mk 4, 25; Łk 8, 18). I pozostawia krewnym i przyjaciołom, a ci zabiorą i podzielą jego majętność, a następnie powiedzą: „Niech będzie przeklęta jego dusza, bo mógł więcej nam dać i zgromadzić, niż zgromadził”.
Ciało jedzą robaki; i tak gubi ciało i duszę w tym krótkim życiu i pójdzie do piekła, gdzie będzie cierpiał męki bez końca.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Ja, brat Franciszek, sługa wasz najmniejszy, proszę was i zaklinam w miłości, którą jest Bóg (por. 1 J 4, 16) i z chęcią ucałowania waszych stóp, abyście te oraz inne słowa Pana naszego Jezusa Chrystusa przyjęli z pokorą i miłością i spełniali je, i zachowywali.
A tych wszystkich i te wszystkie, którzy je życzliwie przyjmą, zrozumieją i odpis ich poślą innym, i jeśli wytrwają w tym aż do końca (por. Mt 10, 22; 24, 13), niech błogosławi Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.
O jakiej lampie, o jakim płomieniu jest tutaj mowa? Nie trudno się domyśleć. W codziennym języku używamy wyrażeń: ogień miłości, płomień miłości. A zatem chodzi tu o miłości. Całe nasze życie ma swój cel i kierunek. Chcemy czy nie chcemy, ostatecznie przyjdzie nam zapukać do bram nieba. Płonąca lampa naszej miłości będzie przepustką do jej przekroczenia. Mówiąc o oliwie, zatrzymajmy się jeszcze na płaszczyźnie przenośni. Oliwa to dobre czyny, bez których miłość jest martwa, a jej płomień gaśnie. Staniemy, zatem przed Chrystusem z całym dotychczasowym życiem. Czy wystarczy wtedy oliwy, aby płomień płonął na tyle mocno, by w jej świetle Chrystus dostrzegł w nas swego ucznia? Nie wiemy, kiedy wypadnie nam zapukać do bram nieba, Chrystus mówi: „Nie znacie ani dnia ani godziny”. W tej sytuacji logiczną konsekwencją jest życie w stanie gotowości na to spotkanie. Nie jest to trwożna gotowość przed śmiercią, lecz najpełniejsze i najpiękniejsze życie, życie wypełnione bezgraniczna miłością. Ks. Ryszard Koper